“Koniec marzeń, koniec snów…” Wreszcie, można by rzecz. Może ta porażka nareszcie uświadomi całemu narodowi, że Polacy umieją co najwyżej, piłkę pokopać, a do gry na światowym poziomie nam jeszcze sporo brakuje.
Przyznaję, były czasy, gdy polski futbol stał na wysokim poziomie. Przecież dwa “brązy” na MŚ świata nie wzięły się przypadkiem. Jednak należy zauważyć, że i czasy były inne. Czasy, które już nie wrócą. Cały piłkarski świat poszedł o całe lata świetlne do przodu, a my zostaliśmy w tyle, w latach ‘70/’80, gdzie nasi grali jak z nut, ogrywając Brazylię czy Włochów.
Za żenujący uważam sposób w jaki Lato “rozstał” się z Beenhakkerem. Szanuję Latę za jego osiągnięcia sportowe, ale jako prezes PZPN-u nie sprawdza się zupełnie. Powinien tam znaleźć się dyplomata, który dogaduje się z innymi, szuka kompromisu, jest wygadany, obdarzony sztuką perswazji. Tego o Lacie powiedzieć nie można. Był Listkiewicz, jest Lato. Jak to mówią? Zamienił stryjek, siekierkę na kijek?
Tu dochodzimy do kolejnej sprawy – co Beenhakker zostawia po sobie? No właśnie… W zasadzie nic wielkiego. Przychodząc do Polski, nie zastał niczego wielkiego, ot, przeciętną reprezentację, jeżdżąc po świecie kopiąc piłkę, od przypadku do przypadku.
Cel był jasny. Awans do Euro 2008.
190/365 – soccer, originally uploaded by ddiemont.Gdy tego dokonał Polska pogrążyła się w euforii. Były ordery, nie wiadomo jakie ceremonie, przyjęcia i bale.
Teraz się nie udało. I co? Polacy mówią “won!“. Już cię nie chcemy.
Haha! To mnie śmieszy niezwykle. Po prostu polska wdzięczność jest zabójcza i przerażająca jednocześnie. Wieczorem
wynoszą cię pod niebiosa, rano mieszają z błotem. Dlaczego nie można się rozstać w zgodzie, ze zrozumieniem, podając sobie ręce? Lato mógł Leo-wi powiedzieć w zaciszu hotelowym: “Dałeś ciała, rozwiązujemy z tobą kontrakt.” Dlaczego nie można zrobić tego w jakiś cywilizowany sposób, a nie, drzeć się do kamer, że Beenhakker nie jest już trenerem! Żałosne.
Nie uważam Beenhakkera za trenera wybitnego. Po prostu dobrze wykonuje swoją pracę. Może bez jakiegoś większego polotu, ale jest dobrym, rzetelnym rzemieślnikiem w piłkarskim fachu. I to, podobnie jak to robił przez kilkadziesiąt lat na świecie, chciał wykonywać w Polsce. I tutaj napotkał na kilka przeszkód. Przede wszystkim Polacy oczekiwali cudu. Po części to się udało (Euro-awans). Druga przeszkoda była większa: PZPN, którego w żaden sposób nie można było ugryźć.
W dalszym ciągu nie mogę się nadziwić jak tak skorumpowana organizacja trzyma się kupy i w owej kupie trwa. Beenhakker zamknął usta działaczom awansując do Euro, ale konflikt i napięcie rosło. Grupa “działaczy” szukała pretekstu by zwolnić trenera nie-Polaka. No i w końcu go dostała, po tragicznym występie ze Słowenią.
Nie twierdzę, że Beenhakker był bez winy, bo bardzo mi się nie podobało, że poza pracą z reprezentacją, skupiał się na pomaganiu Feynoordowi Rotterdam, jednak gra PZPN-u była ciutkę poniżej pasa.
Jednak to już przeszłość. Beenhakker-a już nie ma, nowego trenera także. Więc należy zapytać: co dalej?
Ja widzę taki scenariusz. PZPN wybiera swojego kandydata. Majewski, Janas, Kasperczak… Kogokolwiek, jednak z własnego podwórka. Osobnika, którego będzie mógł kontrolować, a w razie czego to “sami swoi“. “Swój swojego kryje” i wszystko zostaje w rodzinie. Holendra nie sposób było kontrolować, ponieważ nie był z towarzystwa i w gruncie rzeczy właśnie to PZPN-owi przeszkadzało najbardziej.
Jakieś pomysły, by temu zaradzić? Może uogólniam, ale wydaje mi się, że całym złem w polskiej piłce jest PZPN. Wszelkie zmiany, które chce się wprowadzić napotykają na mur z napisem “PZPN”.
Wielu już próbowało rozbić to “kolesiostwo”. Nikomu się nie udało. Może trzeba kogoś konkretnego, zdeterminowanego, “z jajami“. Właśnie teraz jest na to czas. Nasza reprezentacja nie będzie grała ŻADNEGO meczu “o coś” przez najbliższe TRZY LATA, ponieważ jako gospodarze mamy zapewniony udział w Euro 2012. Jacyś ochotnicy?
Blogometr: Reprezentację powinien objąć:
Polak / obcokrajowiec
Ha! To też wielce skomplikowane zagadnienie. Osobiście obstawałbym przy obcokrajowcu, jednak jestem świadom tego, że na dzień dzisiejszy nie ma na to szans. Jeśli zostanie Polak to będzie to ktoś bliski prezesowi Lacie, obeznany w gąszczu PZPN-owskich przepisów i regulacji. Człowiek zaufany.
“Przebaczamy i prosimy o przebaczenie” – pisali w roku ‘65 polscy biskupi do biskupów niemieckich. Ale czy Polacy wybaczyli narodowi niemieckiemu agresję sprzed 70 lat? Należy podkreślać to przy każdej okazji, czy też puścić w niepamięć? Czy potomkowie żołnierzy Wehrmachtu oraz SS powinni mieć poczucie winy wobec Polaków?
Czy Polacy wybaczyli? Dobre pytanie. Wydaje mi się, że mimo wszystko tak. Pierwszy krok w stronę pojednania w ‘65 rok uczynili polscy biskupi. I dobrze się stało. Dobrze, że po 20 latach od zakończenia konfliktu poczyniono takie starania. W końcu czas leczy rany. Od 2009 minęło już tyle czasu od tych wydarzeń, nie ma co trwać w przeszłości, trzeba wyciągnąć wnioski i spojrzeć w przyszłość.
Na pewno nie należy napaści na Polskę puścić w niepamięć, z drugiej strony nie można piętnować młodych pokoleń Niemców za błędy ich rodziców i dziadków. Niemcy przede wszystkim uznały swoją winę jako tych, którzy rozpoczęli II Wojnę Światową, do czego nigdy nie przyznała się Rosja.
Nie wydaje mi się, że młodzi Niemcy powinni mieć poczucie winy wobec Polaków. Ważne by, zarówno oni jak i my, mieli świadomość tego co się wydarzyło, ogromu tragedii. Trzeba o tym pamiętać i należy dbać by nigdy nie doszło do podobnych wydarzeń w przyszłości.
Kto ponosi winę za wybuch wojny?
Krótko. Garstka fanatycznych nazistów, których retoryka trafiła na podatny grunt oraz społeczne niezadowolenie i pociągnęła całe ówczesne niemieckie społeczeństwo w piekło wojny.
Polska zajęła 5. w klasyfikacji medalowej lekkoatletycznych MŚ 2009, wyprzedzając m.in. Niemcy, Wielką Brytanię oraz Chiny. Czy jesteśmy światową potęgą lekkoatletyczną? Polscy zawodnicy wygrywali dzięki świetnemu systemowi szkolenia czy właśnie pomimo słabej infrastruktury sportowej?
No fajnie. Polska jest piątą reprezentacją lekkoatletyczną na Ziemi. To wbrew pozorom duże wydarzenie i należy się z tego cieszyć. Jednak czy naprawdę jesteśmy taką potęgą jaką malują nas rodzime media?
Z jednej strony zostawiliśmy w tyle kraje o sporych tradycjach lekkoatletycznych jak Niemcy, Wielką Brytanię czy Chiny, jednak jest jeszcze druga strona medalu. Dziwne, że nikt nie wspomina, że takie potęgi jak Jamajka czy Kenia nas wyprzedziły. Także, wydaje mi się, że Polsce do mocarstwa lekkoatletycznego jeszcze sporo brakuje, aczkolwiek mamy już mocną ekipę, w którą należy zainwestować zarówno pieniężnie jak i treningowo. Rośnie młode pokolenie. Trzeba pracować z tymi nastolatkami, zachęcać i ćwiczyć. I tutaj dochodzimy do kolejnego problemu: ćwiczyć, ale gdzie?
Gdy ujrzałem miejsce, w którym ćwiczyła Anita Włodarczyk to, aż mi się słabo zrobiło. Najzwyklejsza łąka, nad Wartą. Aby było jeszcze śmieszniej to pani Anita czasem przerzucała młot na drugą stronę brzegu. ŻENUJĄCE. Po igrzyskach w Atenach działacze mówili, że Polacy wypadli poniżej oczekiwań. Winna miała być infrastruktura. Jednak jak widać na przykładzie Włodarczyk niewiele się w tej kwestii zmieniło. Stadionów, bieżni, przyrządów jak nie było tak nie ma. Teraz, po MŚ w Berlinie działacze uznają pewnie, że skoro jest tak dobrze, to kiego grzyba to wszystko modernizować?
Tutaj dochodzimy do kolejnej kwestii. Przykład Włodarczyk może świadczyć o tym, że Polacy lubią ćwiczyć w takich warunkach. Kubica jeździł do Włoch by jeździć w zawodach gokartowych, spał w namiocie. Włosi się pukali w głowy, co to za oszołom, a Robert wsiadł do swojego gokarta i wygrywał wyścig za wyścigiem. Gdzie zaszedł, każdy wie. Podobnie Blanik. Musiał ćwiczyć na mikroskopijnej salce, gdzie trzeba było otwierać drzwi na korytarz, by wziąć rozbieg do wykonania ćwiczenia. Takich osób jest więcej – Małysz, czy chłopak wykonujący skoki do wody (jest w pierwszej ósemce na świecie, a ma małą wieżyczkę do skoków – zapomniałem nazwiska). Jednak to są jednostki. Jednostki wybitne – tak bardzo zmotywowane i utalentowane, że nie zważają na przeciwności losu, ćwicząc na tym co mają.
Podsumowując,
Dobry wynik medalowy polskich lekkoatletów był:
zaskakujący. Pokazuje, że mamy utalentowanych sportowców, ale potrzeba nam infrastruktury. Teraz i już! Nie kiedyś i może…
Analitycy mówią o wychodzeniu Polski z kryzysu. Banki, giełda oraz złotówka odrabiają straty. Może to jeszcze nie koniec kryzysu, a jedynie oddech przed drugim dnem? W jaki sposób kryzys dotknął Was do tej pory? A może skorzystaliście na na nim, kupując mieszkanie czy akcje po zaniżonych cenach?
Czy ja wiem czy w Polsce można mówić o jakimś większym kryzysie? W zasadzie to nie widać go aż tak bardzo jak w krajach zachodnich. Może ludzie rzeczywiście mniej kupują, trochę bardziej oszczędzają, ale w gruncie rzeczy nie jest tak źle jak
mogłoby się wydawać. Swoja drogą nawet sprzedawcy samochodów, którzy w zeszłym roku notowali straty, teraz mówią o zwiększeniu sprzedaży. W porównaniu z Niemcami, Belgią, Niderlandami, gdzie zamykano wielkie zakłady przemysłowe, firmy odzieżowe czy upadały banki, to w Polsce głównie padły małe przedsiębiorstwa oraz te, które parły do przodu na hossie panującej na światowych rynkach i nie zabezpieczyły się na wypadek spadku ogólnych trendów.
Czy to dobrze, że złotówka odrabia straty i się umacnia? Z jednej strony to dobrze, ponieważ świadczy to o tym, że Polska mimo wszystko obroniła się przed recesją, a inwestorzy odzyskują zaufanie do polskiej waluty. Jednak jest także druga strona medalu – eksport. Mocna złotówka go tłumi i uderza w eksporterów. Zarówno tych małych, jak i tych dużych (np. Krosno).
Kolejna sprawa to zakupy. Kryzys jest doskonałym momentem, by dobrze prosperujące firmy, które posiadają rezerwy funduszy mogły w tani sposób zainwestować w różnorakie przedsięwzięcia. Tutaj na przód wysuwają się kraje arabskie oraz Chiny. Te pierwsze mają ogromne nadwyżki pieniędzy, dzięki ostatniemu boomowi surowcowemu, a Chińczycy z natury rzeczy są bardzo oszczędni. Także mogą się teraz wybrać na małe zakupy i utrzymać miejsca pracy w innych rejonach świata. W końcu mamy erę globalizacji i gospodarki wszystkich krajów są ze sobą w mniejszy lub większy sposób ze sobą powiązane. Wydaje się logicznym, że zarówno Chińczykom jak i Arabom powinno zależeć, by podtrzymać swój rozwój ekonomiczny. A dokonać tego mogą ratując firmy zachodnie.
Na koniec jeszcze trzeba zaznaczyć, że wiele może się zmienić, gdy nadejdzie jesień, a później zima. Skończą się prace sezonowe, zbieranie owoców, remonty mieszkań, budowanie domów. Jak to się odbije na gospodarce? Czy spotęguje kryzys? Ciekaw jestem czy ekonomiści są w stanie to przewidzieć. Jak dotychczas ich prognozy średnio się sprawdzały.