wredny, przebiegły blog o rzeczach różnych
Wpisy otagowane Epica
Projektowanie własnego uniwersum – część II
lis 3rd

Słucham i słucham Design Your Universe…
I cóż z tego wynika? Po pierwszym przesłuchaniu, szczerze mówiąc, szału nie było, więc cała płyta wydała mi się… niespecjalna. Bardzo nijaka. W zasadzie to jedynym utworem, który przykuł moją większą uwagę było, zasłyszane na YouTube-ie Unleashed.
Jednak nauczony już doświadczeniem, wiedziałem, że nie można tej płyty oceniać po jednym przesłuchaniu. Epica ma w sobie to coś, że po pierwszym razie odrzuca, a kochać i pieścić zaczyna dopiero tych wytrwałych, którzy się nie zniechęcą, tych, którzy wsłuchają się w riffy, growl, w śpiewy chórów, tych, którzy zanalizują teksty utworów, wyczują rytm i wtedy spłynie na nich muzyczna łaska.

Mniej więcej tak było w moim przypadku. Dopiero po pewnym czasie doceniłem moc zawartą w nowych utworach. Są niezwykle poetyckie, takie bardzo epickie – w zasadzie, w tej kwestii w stosunku do poprzednich płyt niewiele się zmieniło.
Sama kompozycja płyty różni się jednak od poprzednich. Przede wszystkim nie jest to krążek koncepcyjny, więc utwory są między sobą dosyć luźno powiązane, nie tworzą jednolitej całości. Zabieg ten Epica zapowiedziała już jakiś czas temu, więc nie powinien on dziwić fanów. Chociaż z drugiej strony, znalazłem wspólny mianownik, pomost między większością kompozycji na albumie. Mianowicie, chodzi mi o wolność. To właśnie idee wolnościowe, wyzwoleńcze, niewolnictwo, powszechny liberalizm nierzadko przewijają się w tekstach utworów. Odnajdziemy także cytat z Fausta pióra J.W. Goethe’go o zniewoleniu czy fragment przemówienia G. Bush’a Seniora odnośnie podnoszenia podatków. Jak widać na załączonym obrazku, duże brawa należą się Simone i Markowi, ponieważ ta para jest autorami wszystkich tekstów.
Kilka słów o samej stronie wokalnej albumu.
Pierwsze, co się rzuca w ucho – Simone Simons. W drodze od Phantom Agony jej głos przeszedł niezwykłą metamorfozę. Rozwinął się w boskim kierunku. Doprawdy jestem mile zaskoczony, jak pani Simons potrafi manipulować swoim śpiewem. W jednej strofie tak, a w kolejnej już zupełnie inaczej. Z niskich partii, błyskawiczne przejście do wysokich. Nie wiem czy inni zwracają na to taką uwagę jak ja, ale podziwiam, podziwiam możliwości. Głosowe zahipnotyzowanie gwarantowane.
To o Simons, czas na Marka. Growlowanie – sprawa kontrowersyjna. Tu głosy są podzielone. Jedni woleli niewyrobiony, dziki growl znany z czasów Consign to Oblivion, inni preferowali bardziej wyuczony i okrzesany z The Divine Conspiracy. I zwolennicy tej drugiej opcji powinni być zadowoleni. Growlu jest dużo. Nie w każdym utworze, ale w ilości podobnej jak w przypadku płyty z roku 2007.
Co do chórów, odnoszę wrażenie, że tych jest ciutkę mniej. Aczkolwiek są słyszalne i dosyć wyraźne w kilku kompozycjach. Wydaje mi się też, że bardziej komponują się z całą stroną muzyczną, przez co tworzy to swoisty rodzaj monolitu.

Myślę, że w tej części to tyle, trzecia będzie już ostatnia, poświęcona poszczególnym utworom i wydźwiękowi całego albumu.
Projektowanie własnego uniwersum – część I
paź 31st
Koniec końców, wreszcie, nareszcie dostałem w swe łapki najnowszą płytę niderlandzkiego zespołu. Wszystko ładnie zapakowane w kolorowy digipack. Ot, kwadratowana książeczka z płytą na samym końcu.
Samo wydanie jest doprawdy wspaniałe. Twarda okładka, w środku znajdziemy teksty utworów, zdjęcia członków Epiki, i gdzieniegdzie zdjęcia wprowadzające płytowy nastrój. Jedna fotografia jest nawet autorstwa pani Simons
Tak więc przyznaję – Nuclear Blast się postarało. Jednak cena ~70 PLN sprawia, że z pewnością nie będą stratni na taki wydaniu.
Co do samych utworów to przesłuchałem dotychczas wszystkich po jednym razie i trudno mi się o nich jakoś w bardziej szczegółowy sposób wypowiadać. Cóż… przesłucham jeszcze kilka razy i wtedy napiszę.
Tymczasem, wracam do muzycznej ambrozji…


















