Oscary 2010 już za nami. Czas najwyższy napisać kilka zdań na temat ich rozdania.

Po pierwsze muszę przyznać, że w tym roku statuetkowa gala przywróciła sens całemu przedsięwzięciu. Jury nie ugięło się pod presją “Avatar-a” i nie obsypało tego obrazu zylionem nagród. Film Camerona, mimo że nie został doceniony w najważniejszych kategoriach jak “Najlepszy film” czy “Najlepsza reżyseria” to został ciepło przyjęty przez publiczność, która zostawiła w kinach przeszło 2 mld $. To pierwsze wyróżnienie, a drugim jest fakt, iż James Cameron zapoczątkował rewolucję w kinie. Teraz już wiemy, który film otworzył szeroko furtkę dla filmów 3D.

"Avatar"

"Hurt Locker"

Prawdziwym zwycięzcą okazał się “Hurt Locker“. Czy słusznie? Pod względem artystycznym jest zdecydowanie lepszym filmem od “Avatar-a“. Powiem więcej, to ciekawy obraz ukazujący wojnę w Iraku z perspektywy oddziału saperów. Pokazuje ich problemy w “pracy” jak i po niej, relacje z tubylcami. Nie ma tu spektakularnych bitew rodem z IIWW, a raczej mrówcza i odpowiedzialna funkcja jaką mają przed sobą saperzy.  Ale by był to najlepszy film ubiegłego roku? Mógłbym polemizować nad tym. Wydaje mi się, że i tak w tym roku Akademia rozdzieliła statuetki w miarę zbalansowany sposób, a nie jak to było w 2009 roku, który zdominował “Slumdog“. Tym razem główna bitwa rozegrała się między “Hurt Locker-em” i “Avatar-rem“. Wygrał ten pierwszy. Gratulacje.

W innych kategoriach niewątpliwie cieszy mnie statuetka dla “Bękartów Wojny“. Genialny w swojej roli Christoph Waltz nie miał praktycznie konkurencji. Ponadto raduje mnie fakt, że w końcu Oscara otrzymał Jeff Bridges (po tylu latach wreszcie doceniony!).

"Young Victoria"

A już w ogóle z pomniejszych kategorii fajnie, że w “Najlepszych kostiumach” wygrała “Young Victoria“. Film bardzo mi się podobał i  trzymałem kciuki za ten obraz. Na koniec dodam, że niezwykle śmieszne jest to, że Sandra Bullock otrzymała jednocześnie Złotą Malinę, a dzień później Oscara.

Podsumowując, w tym roku “Oscary” były najciekawsze od kilku lata. Kilka filmów może dzięki nim “wypłynąć” do szerszej publiczności. I to dobrze, bo w końcu będzie można się wybrać do kin na jakiś ciekawy seans.