Przejdź do treści

kackowaty blog

wredny, przebiegły, kackowaty blog o rzeczach różnych

Archiwa

Kategoria: kompjuterz

Logitech Wave

O nowe  klawiaturze słów kilka chciałbym napisać. A bo sobie kupiłem. O!

Jest dużo większa niż moja poprzednia kompaktowa Logitech K300. Ale taka właśnie miała być. W K300 denerwował mnie rozkład klawiszy, a przede wszystkim ich wielkość. Były stanowczo za małe i moje palce często się myliły, co pogłębiało moją frustrację z każdym dniem. Aż pewnego wieczora miarka się przebrała i zapadła decyzja – czas na zmianę klawiatury.

Jako, że Logitech zawsze odpowiadał za wysoką jakość swoich produktów, więc nie było sensu szukać gdzie indziej. Tym razem postawiłem zaszaleć i zainwestować w urządzenie bezprzewodowe. Czy okaże się to słuszną decyzją? Pewnie czas pokaże. Dotychczas miałem tylko raz problemy z wprowadzaniem znaków, problem natury radiowej, wystarczyło jeszcze raz wcisnąć przycisk „connect” na odwrocie klawiatury i wszystko wróciło do normy.

Logitech K300

Co więcej jest sporo klawiszy funkcyjnych, które akurat w przypadku Wave sprawdzają się wspaniale, głównie za sprawę wysoce konfigurowalnego programu Logitecha do obsługi ich produktów. Zarówno klawitury jak i myszki. Wszystko w jednym miejscu. Bardzo użyteczne. Aż sam się sobie dziwię, że do tej pory nie używałem tego software’u, ponieważ podnosi on użyteczność urządzeń peryferyjnych w znaczącym stopniu. Teraz sterowanie WinAmpem z poziomu klawiatury jest bajecznie proste, podobnie jak zoomowanie stron w internetowych, co na 22” monitorze często stosuję.

Skok klawiszy mógłby być nieco mniejszy, aczkolwiek jest to kwestia przyzwyczajenia, szczególnie gdy się przerzuca z klawiatury laptopowej. I „Enter” mógłby być duży, jednak jest to mały problem, ponieważ zazwyczaj gdy chcę użyć to jest dostępny pod moim małym palcem.
Podsumowując, dotychczas uważam, że zakup Wave jest dosyć udany, a pisanie jest komfortowe, głównie dzięki falistemu ułożeniu liter oraz wygodnej podkładce pod dłonie. Jedynie niepokojem napawa mnie owa bezprzewodowość. Mam tylko nadzieję, że podany przez producenta czas pracy na bateriach „3 lata” (!) utrzyma się choćby w 1/3 tego okresu. Wtedy będzie już miodzio.

http://yashke.com/2009/09/20/blogi-musza-sie-zmienic/

W powyższym linku znajduje się intrygujący wpis. Skłonił mnie on do napisania swojego.

Czy blogowanie się nudzi? To zależy. W głównej mierze zależy od prowadzącego. Tak, to prawda, że ~95% blogów nie przetrwa pierwszych dwóch miesięcy istnienia, kolejne 4% padają po roku istnienia. Więc słomiany zapał jest główną przyczyną upadania blogów.

Wymaga dużo pracy i jest niewygodny. Hmm… dużo pracy potrzeba na początku, gdy się zaczyna i tworzy się wygląd. Później potrzeba tylko systematyczności i systematyczności. Wpisy muszą się ukazywać co jakiś czas, nie można nie pisać przez miesiąc, aby później dodawać po kilkanaście postów dziennie. Nie zgodzę się, że także iż jest nie wygodny. Mój wordpress jest wygodny, ale jest okrutnie toporny. Potrzebuje szybkiego łącza, obciąża pamięć i procesor, to fakt.

Czy mikroblogi są przyszłością? I tak, i nie. Zapewniają natychmiastową komunikację i błyskawiczną wymianę informacji, są wspaniałym narzędziem do szybkich komentarzy, ale na pewno nie do prowadzenia długich dyskusji. Ograniczenie do 140 czy 160 znaków na post strasznie je spłyca, do zdawkowych informacji. Czy przyszłość zwykłych blogów jest zagrożona? Nie wydaje mi się. Z pewnością będzie ich mnie niż twitterów czy blipów, ale będą przedstawiały lepszą jakość. A doskonałym uzupełnieniem starych blogów będą nowe serwisy mikroblogowe.

I życie w symbiozie będzie jak najbardziej wskazane.

Obrazek: KLiK!

http://www.gram.pl/news_8grgHei6_BioWare_chce_wiecej_seksu_w_grach.html

No, muszę przyznać, że w końcu ktoś poważny w tej branży zabrał głos. I to od razu  w odpowiednim tonie. Gdy spojrzeć na gry komputerowe to rzeczywiście seks praktycznie zawsze pozostawał tabu. Nie liczę tutaj takich tytułów jak Lula czy Larry, które to od początku były skierowane do gracza pełnoletniego, a ich tematyka była jednoznaczna. Chodzi mi tutaj raczej o to, by seks był pewnym, smaczkiem dla gracza, dodatkiem do całej strony fabularnej, a nie celem, samy w sobie. Tak było do tej pory zarówno w kinie, jak i w książkach. Dlaczego nie miałoby być podobnie w grach komputerowych?

Skoro gra i tak jest przeznaczona do sprzedaży w kategorii +18 to nie widzę przeciwwskazań.

PS. Myślę, że pierwszą grą, która zapoczątkowała trend, o którym można przeczytać w newsie był rodzimy Wiedźmin.