Przejdź do treści

kackowaty blog

wredny, przebiegły, kackowaty blog o rzeczach różnych

Od kilku dni i nocy nie wysypiam się za bardzo, a spowodowane jest to tym, iż trwa wielkie święto tenisowe, czyli Australian Open. A, że w Australii mamy ciutkę inne strefy czasowe, tak więc mecze są rozgrywane w głównej mierze w późno w nocy, od godziny 1.00.

Spotykałem się z wieloma osobami, które pukają się w głowę i mówią, że w bezsensowny sposób zarywam noce. Mi się to jednak podoba. Nikt mi nie ględzi pod nosem, słońce mnie nie razi, nie ma natarczywych komentarzy, że to bez sensu przebijać (po raz setny!) piłeczkę na drugą stronę siatki albo, że grający nic, tylko stękają przy uderzeniach. Po prostu nie ma tego wszystkiego. Tylko cisza, ja i telewizor. I oczywiście tenis. Na światowym najwyższym poziomie :)

I mogę się tym rozkoszować do woli. I tak właśnie robię.


Double Double, originally uploaded by Artūrs Š.

Dosyć ciekawa sprawa [KLiK!]. Usłyszałem o niej w “Teleexpressie”, później ktoś dał linka na Wykopie i pomyślałem sobie, czemu nie przekazać informacji o tym dalej?

Do wygrania 2k €. Pomijam też fakt, że o zwycięstwo ubiega się Polka (i ma na to spore szanse). Jako, że sam jestem zwolennikiem zacieśniania więzi międzyludzkich pośród obywateli Unii Europejskiej, to nie pozostaje mi nic innego jak przyklasnąć całej inicjatywie. Tylko tutaj rodzi się pytanie czy takie odgórne inicjatywy mają większy sens? I poza zdobyciem nagrody niosą coś więcej? Sam, bez bicia się przyznaję, że na gruncie europejskim udzielam się jak mogę, spotykam się i utrzymuję kontakt zarówno z Niderlandczykami, Niemcami czy Skandynawami od lat. Ale jakoś nigdy nie myślałem nad tym, że czynię to w imię jakiegoś wyższego dobra, jakim jest osławiona intergracja Europy. Z drugiej strony muszę przyznać, że obserwując moje otoczenie, moim rówieśnikom jakoś trudno wyzbyć się stereotypów, że Niemiec nie może być dobrym kumplem, bo przecież jego dziadek wywołał II WW. No cóż… W Polsce często żyjemy takimi właśnie stereotypami i opowieściami, a większość z nas niechętnie sprawdza czy ma to jakikolwiek związek z prawdą. A przecież, w erze globalizacji granice są jeszcze bliżej niż kilka lata temu…

Wracając do konkursu, chciałem przedstawić swoje typy, ponieważ niektóre projekty bardzo mi przypadły do gustu.

Po pierwsze, właśnie koncept Marii Mileńko – europejski mix, który prezentuje w szklance niezwykłą mieszankę międzyludzką jaką jest Europa. Ponadto samo hasło jest niezwykle trafne. People – Places – Cultures. Sam, zawsze staram się tymi sloganami kierować, gdy podróżuję.

Po drugie, tym razem bez sloganu, w bardziej bezpośredniej formie wyrazu (ale za to jak artystycznie i ekspresyjnie!). Taka beztroska mapa Unii Europejskiej, gdzie każdy kraj pozostaje w innym kolorze, prezentując odmienną kulturę i zwyczaje.

I po trzecie hasło – UNITED in diversity – jest bardzo trafne i aktualne i uważam, że wręcz idealnie charakteryzuje zjednoczoną Europę.

Sesja jak to sesja. Najgorszy okres na studiach, którego chyba nikt nie lubi (czy może jacyś fani się znajdą ;) ). Z drugiej strony to mimo wszystko, trzeba przed panią Sesją mieć respekt, bo jej lekceważenie może się skończyć dosyć nieciekawie.

Jak Wy bądź znajomi sobie z tym poradziliście?

A no, normalnie. Nie było żadnych udziwnień. Odstawiało się komputerek i gierki, obowiązkowo sprzątało się cały pokoik, wypożyczało się tony książek z biblioteki i jazda. Zadania liczyło się, teorię i inne zagadnienia wkuwało. Czasem do białego rana. Brak snu, owszem dawał się we znaki, ale zawsze po sesji odsypiałem wszystkie zarwane nocki z nawiązką.

Piliście morze kawy, yerba mate bądź napoje energetyczne,

Kawę pijam zazwyczaj rano, do śniadania. Ot, taka świecka tradycja. Z pewnością nie daje jakiegoś super efektu pobudzającego, popijam raczej dla walorów smakowych i zapachowych (cudnie pachnie!).

Yerbę także pijam regularnie i faktem jest, że gdy zrobi się ją mocną daje niesamowitego kopa! Z początku powątpiewałem w te legendy, o tym, że yerba potrafi tak stymulować. A jednak potrafi. I ciągle jestem w szoku jak skutecznie potrafi to robić. Poprawia koncentrację i pozwala skupić się nad rozwiązywanym zadaniem. Do tego momentalnie likwiduje zmęczenie. Jej właściwości są wręcz stworzone dla studentów próbujących przeciwstawić się niedobrej sesji. Oczywiście są też pewne wady tego zachwalanego przeze mnie napoju. Po pierwsze, nie wszystkim to smakuje, trzeba lubić taki smak, dosyć gorzki i cierpki w porównaniu do innych napitków tego typu. A po drugie – jest nieźle moczopędna, więc częstotliwość wizyt w toalecie niewątpliwie wzrośnie.

Napoje energetyczne. Jak najbardziej, taka bardziej chemiczna odmiana yerby na pobudzenie. Kofeina, tauryna, cukier… Red Bull albo polski Tiger. Jak kto woli. Na jednej sesji na tym jechałem, ale później serducho mi nieźle waliło, także odstawiłem. Poza tym wygazowane ma okropny smak.

a może sięgnęliście po mniej lub bardziej legalne środki chemiczne po to, by zdać?

Heh, nie. Nie uważam, że sesja jest tak nieziemsko trudno, by się szprycować jakimiś prochami. Cóż, trudno mi powiedzieć więcej na ten temat. Ze znajomych też raczej się nikt takich środków nie tykał. Albo się z tym kryją, albo cały problem jest nieco sztucznie nadmuchany.

Czy od takich dopalaczy można się uzależnić?

Oczywiście, że można się uzależnić. Tak jak od wszystkiego – internetu, telewizji, alkoholu…

Podsumowując, jakoś nie wierzę w magiczne działanie chemicznych proszków. To czego wymaga sesja to raczej rzetelna powtórka wiedzy nabytej przez cały semestr, a nie ratowanie się jakimiś nowatorskimi sposobami. Tyle w tym temacie z mojej strony.

Notka bierze udział w debacie: KLiK!

sex, DRUGS and rock ‘n’ roll ^^, originally uploaded by cool_colonia4711.

winter, originally uploaded by ScarletFaerie.

W dalszym ciągu nie mogę jakoś pojąć mentalności tego kraju i jego mieszkańców. Mamy w końcu zimę, tak?

To dlaczego, do cholery wszyscy narzekają, że zimno, że śniegu pełno spadło, że temperatura poniżej zera… Przecież nie żyjemy na równiku, a jak byśmy żyli to wszyscy by narzekali, że za gorąco, że wilgotność powietrza za duża, że pora sucha albo deszczowa… Co roku to samo, ta sama gadka-szmatka, że zima zaskoczyła drogowców, że drogi nie odśnieżone… Argh! Jak nie ma na co narzekać to jakiś temat, takie polskie zboczenie narodowe.

W UK (na dzień dobry) rozmawia się o pogodzie, w Singapurze o gospodarce, a w Polsce zawsze znajdzie się temat to narzekań. A co gorsze, faktem jest to, że tym razem do narzekań włączyły się media. I teraz codziennie można przeczytać, usłyszeć, zobaczyć jak to u nas jest tragicznie, bo zima przyszła.

No nic mnie tak nie wkurwia. I teraz wszyscy gadają na okrągło o niedobrej (bad, bad) pogodzie. I w ten sposób się nakręcają nawzajem. Istna spirala wkurwienia. Bo nic z takich rozmów nie wynika.

Dlatego, nie oglądam, nie czytam żadnych newsów na temat zimy i okropieństw, których ze sobą przyniosła. I zupełnie się nie przejmuje się tym co jest za oknem. Jest mróz? To się ubiorę sobie szalik i czapkę, a nie będę gadał bez sensu.

Teraz to już czekam na wiosnę, gdy wszyscy zaczną narzekać, że kwiaty zaczęły pylić…

Słucham i słucham Design Your Universe

I cóż z tego wynika? Po pierwszym przesłuchaniu, szczerze mówiąc, szału nie było, więc cała płyta wydała mi się… niespecjalna. Bardzo nijaka. W zasadzie to jedynym utworem, który przykuł moją większą uwagę było, zasłyszane na YouTube-ie Unleashed.

Jednak nauczony już doświadczeniem, wiedziałem, że nie można tej płyty oceniać po jednym przesłuchaniu. Epica ma w sobie to coś, że po pierwszym razie odrzuca, a kochać i pieścić zaczyna dopiero tych wytrwałych, którzy się nie zniechęcą, tych, którzy wsłuchają się w riffy, growl, w śpiewy chórów, tych, którzy zanalizują teksty utworów, wyczują rytm i wtedy spłynie na nich muzyczna łaska.

Mniej więcej tak było w moim przypadku. Dopiero po pewnym czasie doceniłem moc zawartą w nowych utworach. Są niezwykle poetyckie, takie bardzo epickie – w zasadzie, w tej kwestii w stosunku do poprzednich płyt niewiele się zmieniło.
Sama kompozycja płyty różni się jednak od poprzednich. Przede wszystkim nie jest to krążek koncepcyjny, więc utwory są między sobą dosyć luźno powiązane, nie tworzą jednolitej całości. Zabieg ten Epica zapowiedziała już jakiś czas temu, więc nie powinien on dziwić fanów. Chociaż z drugiej strony, znalazłem wspólny mianownik, pomost między większością kompozycji na albumie. Mianowicie, chodzi mi o wolność. To właśnie idee wolnościowe, wyzwoleńcze, niewolnictwo, powszechny liberalizm nierzadko przewijają się w tekstach utworów. Odnajdziemy także cytat z Fausta pióra J.W. Goethe’go o zniewoleniu czy fragment przemówienia G. Bush’a Seniora odnośnie podnoszenia podatków. Jak widać na załączonym obrazku, duże brawa należą się Simone i Markowi, ponieważ ta para jest autorami wszystkich tekstów.

Kilka słów o samej stronie wokalnej albumu.
Pierwsze, co się rzuca w ucho – Simone Simons. W drodze od Phantom Agony jej głos przeszedł niezwykłą metamorfozę. Rozwinął się w boskim kierunku. Doprawdy jestem mile zaskoczony, jak pani Simons potrafi manipulować swoim śpiewem. W jednej strofie tak, a w kolejnej już zupełnie inaczej. Z niskich partii, błyskawiczne przejście do wysokich. Nie wiem czy inni zwracają na to taką uwagę jak ja, ale podziwiam, podziwiam możliwości. Głosowe zahipnotyzowanie gwarantowane.
To o Simons, czas na Marka. Growlowanie – sprawa kontrowersyjna. Tu głosy są podzielone. Jedni woleli niewyrobiony, dziki growl znany z czasów Consign to Oblivion, inni preferowali bardziej wyuczony i okrzesany z The Divine Conspiracy. I zwolennicy tej drugiej opcji powinni być zadowoleni. Growlu jest dużo. Nie w każdym utworze, ale w ilości podobnej jak w przypadku płyty z roku 2007.
Co do chórów, odnoszę wrażenie, że tych  jest ciutkę mniej. Aczkolwiek są słyszalne i dosyć wyraźne w kilku kompozycjach. Wydaje mi się też, że bardziej komponują się z całą stroną muzyczną, przez co tworzy to swoisty rodzaj monolitu.

Myślę, że w tej części to tyle, trzecia będzie już ostatnia, poświęcona poszczególnym utworom i wydźwiękowi całego albumu.

Posted via email from kackowaty posterous